3/28/2020

Kotoperze



Kotoperze jak nocne zmory kryją się w ciemności
Mogą wejść do świadomości
I pomieszać ludziom w głowach
Kotoperz wiele ci powie:
O krainie śmiesznostworów
I o planach Ciemnozmorów
O życiu w dolinie
Wesołej rodzinie
O pięknych miodokwiatach
I magicznych ptakach
Bo w krainie Śmiesznostworów
wiele jest
Humoru śmiesznozłowieszczego
Czarnych dąsów
Dzikich pląsów
Głośnych  jęków
Głuchych dźwięków
W mgły oparach stwory siedzą
I nad ludzką jaźnią biedzą
W brzasku ranka odlatują
Na poduszkach przesiadują
Czasem szepną ci na uszko
"Wnet cię schrupię moja duszko".

Zwierz


cichy żywot cichego zwierza
nikogo w oczy nie kłuje
niekłopotliwy towarzysz
nie merda ogonem
nie szczeka zuchwale na dźwięk dzwonka do drzwi
nie patrzy ufnie w oczy opierając mordę na ludzkich kolanach
obce mu dawanie głosu i łapy
cichy zwierz cierpliwie czeka na twoje spojrzenie
na zabawę i  gonitwę  za piórkiem
ruch wędki z plastykową rybką
czasem spojrzy na ciebie
wskoczy na kolana zbliży policzek
zamruczy chwyci twoją rękę
delikatny subtelny jak podrzędny muzyk
w orkiestrze

2/29/2020

Krótka historia bardzo, bardzo prostego człowieka


    W bardzo bardzo niedalekim mieście
    mieszkał bardzo bardzo prosty człowiek
    z bardzo bardzo patykowatymi ramionami
    i bardzo bardzo krzywym nosem

    Codziennie patrzył przez okno -
    nie wychodził, bo bardzo bardzo bał się anteny
    która rachitycznymi ramionkami mogłaby go złapać
    za bardzo bardzo niedoprany kołnierzyk
    bardzo bardzo kraciastej koszuli -
    patrzył na kolorowy sznurek prania sąsiada
    na promienistą linię wędki, którą słońce zarzuca
    tuż przed tym jak tonie między brudnymi zębami bloków
    i bardzo bardzo prosty człowiek z żalem zastanawiał się
    jak bardzo bardzo kiepskim wędkarzem jest słońce
    jeśli każdego wieczoru pozwala
    by tłusty okoń zaciągnął je poniżej linii morza

2/28/2020

Srebro

   Srebro srebrzy się na dłoni
   Dziewiczej
   wczesnej
   jak posrebrzane liście
   Jak dziewczęca obrączka
   Jak paciorki okruchów
   Księżycowych nocy
   Srebrnym deszczem srebrzyście dzwoni
   Posrebrzane ścielą się szeroko pejzaże  
   Jak lśniący kruszec
   połyskliwego  szronu
   Jak poprzetykane srebrem włosy
   Jak mowa dźwięcznie wybrzmiała
   Jak srebrzystoszara sroka
   W srebrny tren owiana

   W srebrnych sztabkach
   rodowych srebrach
   oddając Tobie srebrne wieki
   odczuwam wrażenie ciepła
   jej miękkość gładkość i zdolność
   ciemnienia
   jej moc cudownie aseptycznej cieczy
   jej srebrne starożytne wody 
   Piję łyżką srebrną
   sczerniałą utlenioną pośniedziałą
   Zastawiając ją
   posrebrzanym lichwiarzom

2/22/2020

Nie chcę się bać!


  Nie chcę się bać!
  gdy cierpnie na mnie skóra
  Nie chcę się bać!
  gdy ze strachu drżę jak napięta struna
  Nie chcę się bać!
  zamykając oczy z przerażenia
  Nie chcę się bać!
  otwierając nieme od krzyku usta
  Chcę otwierać zatrzaśnięte drzwi
  Klucz kłaść dla zbłąkanego wędrowca
  Bez strachu spytać przechodnia o drogę
  Chcę  w blasku księżyca pójść pod wiatr
  Nie chcę spluwać przez ramię odżegnując się od nieszczęść
  Nie chcę nosić amuletów  talizmanów
  Nie chcę złym duchom na progu domu zostawiać podarki                                                  
  Nie chcę się bać!   

2/14/2020

Nagrobek wróbla


   Leżał pod drzewem
   okryty szarym płaszczem cienia
   Tylko szmaragdowe pasma traw znały jego historię
   Nisko pochylone
   szeptały między sobą żałobne słowa modlitw
   A wiatr spokojnie tańczył nad jego głową

   Że nie był płomiennym feniksem o złotych piórach
   Że nie miał talentu słowika
   Ani dostojnej postawy pawia
   Nikt nie żałował

   Został po nim mały nagrobek
   Przysypany ziemią i kamieniami
   Dwa zwiędłe kwiatki nieszczęśliwie skulone
   I jeszcze krótkie wspomnienie blasku słońca
   skrzydeł wznoszących się do nieba

   Można było jeszcze poczuć wiatr
   dotknąć złudzenia skrawkiem świadomości
   Ale zarówno słońce jak i skrzydła fałszywie kłamały
   Wolność gdzieś zginęła
   W napływie czarnego końca

   I nikt nie zapamięta nazw upadłych ptaków
   A czarne wrony szybujące nad drzewami nie będą wiedzieć
   Że gdzieś tu samotny wróbel po raz ostatni wzniósł się do lotu

2/13/2020

Brzoza


   Srebrzystobiała brzoza
   pochylona łagodnie nad taflą strumienia
   jak oblubienica strojna w biel muślinu
   spogląda od lat w toń upamiętniającą odbicie jej kształtu

   listeczki drobne zielone
   jak rozrzucone broszki motyle
   zdobią jej dziewiczą suknię
        
   Spokojna zadumana
   pogodzona z losem
   trwa od wieków
   niewolniczo związana z miejscem życia
   niby dusza z ciałem złączona....

2/10/2020

Moje miasto beze mnie


  Zduszone w sinych oparach smogu
  wciśnięte w zwój kabli
  zawieszonych nad rdzawymi głowami kościołów
  zlepione z ulicznych śmieci odpadków i zużytych szmat
  pędzących po bruku jak w ucieczce przed wilkiem
  który prowadzi zagubione owce na nieistniejące pastwisko
  Stało w obłudnym spokoju jakby zawieszone w nieistniejącym wymiarze
  Gdzie przechodzień wypluwał swój smutek na spękany chodnik
  a dziecko ciągnęło rękę matki w stronę torów kolejowych
  I jeszcze ja stałam gdzieś z boku
  uwięziona między ściną a kraterem krawężnika
  okiem biernego obserwatora pochłaniająca szarość
  zaślepiona blaskiem bilbordów odbijających się w spękanych szybach
  i nasłuchująca wzniosłych krzyków ptaków
  którym dawno temu ktoś odciął skrzydła
  Stawiam pierwszy krok w stronę wyimaginowanej przepaści
  i nawet zapadając się w fałszywej pustce
  po raz pierwszy będę podziwiać
  Moje miasto beze mnie
  Odwiecznie tonące w szklistych barwach niekończącej się ekstazy

2/06/2020

Już odchodzisz


   Jeszcze stoi kubek z gorącą herbatą
   rozgrzewając imbirem z malinami
   Jeszcze rozłożona książka przykuwa me oczy
   Jeszcze twój włos zaplątany w grzebieniu
   o połamanych  zębach
   Jeszcze czuję tytoniowy dym na firankach
   Jeszcze pachnie tobą szpitalna piżama
   Jeszcze plik rachunków spiętych  gumką leży w szufladzie
   Jeszcze wlepia we mnie oczy twój czworonożny przyjaciel

   Nie potrafi znaleźć ciebie
   Z każdym dzwonkiem jeszcze patrzy ufnie w obcą przestrzeń
   Spogląda mi w oczy
   wskakuje na kolana
   Jeszcze wierzy w twój powrót
   Jeszcze... ma nadzieję

1/31/2020

Pejzaż


   Dobierz tylko ciepłe barwy na jesienny pejzaż
   miedziany kolor liści rozgrzanych ostatnimi promieniami słońca
   brunatnordzawy ton kasztanów
   bursztynowy miód
   srebrny szron źdźbeł traw
   szaropopielatą barwę nieba
   białe skrzydła odlatujących gęsi
   czarne krzyże opuszczonych mogił
   rudą sierść leśnego lisa
   spłowiałą zieleń jesiennych ogrodów
   Czerwień jarzębinowych owoców
   mroźną szarość pajęczych nici
      
   I to wszystko

   dodaj jeszcze czarny łańcuszek leśnych mrówek
   ziemistego żuka pośpiesznie wracającego do ciepłej norki
   długie senne wieczory
   trzask ognia ciepły
   sweter ręką babci wydziergany na drutach
   ciasto ze śliwkami
   konfitury
   Godziny rozmów
   czas na przeglądanie rodzinnych fotografii
   I oczekiwanie na umówionych gości.

1/27/2020

Anioł


   Przyciągał jak magnez
   wyleniałe koty
   z podwórka kulawe psy
   parchate konie z daleka rżeniem przerywanym
   wyciągwszy spracowane szyje odczuwały jego obecność i dźwięk
   przerywanego niespokojnym rżeniem kaszlu
   wciskał się w uszy  marszowym rytmem wybijając w pamięci
   melodię
   gwizdał pod nosem zapomniane piosenki
   trzymał w kieszeniach cukierki miętowe dla okolicznych dzieci i bezpańskich psów
   stawał w kolejce po chleb i ukradkiem zapisywał coś w notesie
   poszturchiwany i lekceważony
   odległy jak obca planeta skupiony na
   swoich sprawach zapominał o bożym świecie
   i tylko jęk krzywdzonego zwierzęcia budził w nim na moment dzikość i drapieżność