2/10/2020

Moje miasto beze mnie


  Zduszone w sinych oparach smogu
  wciśnięte w zwój kabli
  zawieszonych nad rdzawymi głowami kościołów
  zlepione z ulicznych śmieci odpadków i zużytych szmat
  pędzących po bruku jak w ucieczce przed wilkiem
  który prowadzi zagubione owce na nieistniejące pastwisko
  Stało w obłudnym spokoju jakby zawieszone w nieistniejącym wymiarze
  Gdzie przechodzień wypluwał swój smutek na spękany chodnik
  a dziecko ciągnęło rękę matki w stronę torów kolejowych
  I jeszcze ja stałam gdzieś z boku
  uwięziona między ściną a kraterem krawężnika
  okiem biernego obserwatora pochłaniająca szarość
  zaślepiona blaskiem bilbordów odbijających się w spękanych szybach
  i nasłuchująca wzniosłych krzyków ptaków
  którym dawno temu ktoś odciął skrzydła
  Stawiam pierwszy krok w stronę wyimaginowanej przepaści
  i nawet zapadając się w fałszywej pustce
  po raz pierwszy będę podziwiać
  Moje miasto beze mnie
  Odwiecznie tonące w szklistych barwach niekończącej się ekstazy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz