Leżał pod drzewem
okryty szarym
płaszczem cienia
Tylko szmaragdowe pasma traw znały jego
historię
Nisko pochylone
szeptały między sobą
żałobne słowa modlitw
A wiatr spokojnie
tańczył nad jego głową
Że nie był płomiennym feniksem
o złotych piórach
Że nie miał talentu
słowika
Ani dostojnej postawy
pawia
Nikt nie żałował
Został po nim mały
nagrobek
Przysypany ziemią i
kamieniami
Dwa zwiędłe kwiatki
nieszczęśliwie skulone
I jeszcze krótkie
wspomnienie blasku słońca
skrzydeł wznoszących
się do nieba
Można było jeszcze
poczuć wiatr
dotknąć złudzenia
skrawkiem świadomości
Ale zarówno słońce jak
i skrzydła fałszywie kłamały
Wolność gdzieś zginęła
W napływie czarnego
końca
I nikt nie zapamięta
nazw upadłych ptaków
A czarne wrony
szybujące nad drzewami nie będą wiedzieć
Że gdzieś tu samotny
wróbel po raz ostatni wzniósł się do lotu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz