Przyciągał jak magnez
wyleniałe koty
z podwórka kulawe psy
parchate konie z daleka rżeniem przerywanym
wyciągwszy spracowane szyje odczuwały jego obecność i dźwięk
przerywanego niespokojnym rżeniem kaszlu
wciskał się w uszy
marszowym rytmem wybijając w pamięci
melodię
gwizdał pod nosem zapomniane piosenki
trzymał w kieszeniach cukierki miętowe dla okolicznych dzieci
i bezpańskich psów
stawał w kolejce po chleb i ukradkiem zapisywał coś w notesie
poszturchiwany i lekceważony
odległy jak obca planeta skupiony na
swoich sprawach zapominał o bożym świecie
i tylko jęk krzywdzonego zwierzęcia budził w nim na moment
dzikość i drapieżność
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz