Życie wiruje
jak parasol
dmuchawca
wywraca spód na
wierzch
staje na głowie
czasem poddane
wojskowemu drylowi
staje na baczność
stopniowo traci
formę
i kształt w
przestrzeni
poddane czasom i grawitacji
zmienia powłoki jak
pościel
opada jak grzebień
skazanego na śmierć koguta
i pęka jak bańka
mydlana
zostawiając mokrą
kałużę
ślad obecności i
przymierza
pomost dnia
wczorajszego i
obietnicy jutra
Kiedy zamkniesz
oczy
ujrzysz nowy świat
gościnne domy
zaproszą otwartymi drzwiami
miłe staruszki
skuszą cukierkami
grzeczne
dziewczynki skoczą na jednej nodze
przyjazne psy zasną
przy drodze
samotni starcy
spoczną na ławeczkach
spracowani
robotnicy na moment przystaną
taki zaczarowany
świat widzisz pod powiekami
i każdego poranka
znika wraz z pierwszym pianiem koguta
A nowy poranek
skuje lodem ptaki
drzewa
zamknie drzwi na
głucho
podetnie skrzydła
ptakom
rozwiąże języki
plugawym staruchom
zatruje studnie
upije się wódką
utopi szczenięta
weźmie sznur
rzuci kamieniem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz